[nie-miejsca] Dźwięk tygodnia: Metro de Madrid (albo jakieś inne)

Metro w Madrycie ma 1698 schodów ruchomych – ponoć najwięcej na świecie. Można z nich skorzystać na większości z 301 stacji. W tym roku Metro de Madrid obchodzi swoje stulecie. Jest na tyle stare, że ruch w nim pozostał lewostronny. Po ulicach stolicy Hiszpanii jeździ się bowiem po prawej stronie dopiero od 1924 roku.
Stop. Właściwie kogo to obchodzi? Metro to coś, czego oczekuje się od poważnych metropolii. Najlepiej by było McDonaldem transportu publicznego – wszędzie takie samo. To wzorzec nie-miejsca. Dystopijny podziemny skażony świat łączy się tu z utopijną wizją o możliwościach szybkiego przemieszczania. Nawet słynny plan londyńskiego metra Harry’ego Becka, który dał początek innym takim schematom, sprzyja poczuciu pozornego skracania dystansów. Oddalenie kropek-stacji nie odpowiada przecież prawdziwym odległościom. Geografia pokonana w ciemnych tunelach. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. No, może z wyjątkiem Moskwy.
Tak więc siedzę na stacji Quintana (jak ten molester Jesus z „Wielkiego Lebowskiego”). Nie jest bardzo późno, ale to środek tygodnia i stacja jest pusta. Słuchać tylko monotonny, dronowy dźwięk wentylatora, który roznosi się po całej stacji. Przykrywa inne szmery i kroki pojedynczych osób.

 

[nie-miejsca] Dźwięk tygodnia: Minuta z szarością

Szarość to brak koloru, nawet w odmianach jasnych jest zawsze daleko od bieli, ale nigdy nie staje się czernią. Grudniowe popołudnie z kłującą, zimną mżawką. Zabarwione PM10 krople w kolorze szarym, zwilżające żużlowy plac – tysiąc czterysta metrów kwadratowych niczego, między ponurą fabryczną halą a ulicą. Rzadkie zjawisko w mieście, bo miasto nie lubi takiej pustki. A tu nic. Żadnej blaszanej budy, ledwie co rośnie, co najwyżej jakaś wynędzniała, oczywiście poszarzała trawa gdzieś na skraju. Co więcej, tu nawet nic nie parkuje.

Widok stąd to obraz składający się wyłącznie z tła. Nie ma wątku głównego, chyba że za ten weźmiemy billboard oglądany od tyłu i szare (ależ naturalnie!) kreski słupów oświetleniowych, czy też innej maści infrastruktura naziemna. Niby jakieś bloki w oddali, światła w oknach, miasto, życie, ale jednak nie. Dominuje ta szarość. Czasem korony drzew. Ogródki działkowe, których można się jedynie domyślać. I dźwięk. Szum, który również chciałoby się nazwać szarym. Właściwie nie wiadomo skąd się biorący, choć nieustający nawet w chwilach gdy samochody przestają trzeć oponami o mokry asfalt.

 

Więcej >> nie-miejsca.blogspot.com

[nie-miejsca] Dźwięk tygodnia: Canary Wharf

Archipelag Londyn. Miasto mutant o skali przekraczającej granice rozsądku i zwykłej miejskiej funkcjonalności. Fascynująca metropolia, przenizana nudą, taktowaną stukotem pociągów metra. Można tu spędzić życie nie opuszczając jednej dzielnicy. No, ale jednak są te muzea i China Town i w końcu Canary Wharf. Ten szklano-stalowy pomnik późnego thatcheryzmu. Niby nowocześnie, a jednak jakoś trochę „ejtisowo”. I w tym wszystkim trochę wody, w końcu dawne doki, i stalowy pieszy mostek South Quay. Konstrukcja zaprojektowana tak, by przechodząc przez nią obficie generować dźwięki chłodne, industrialne. Na końcu siedzi zawinięta w śpiwór kloszardka i jej pies.

Więcej >> nie-miejsca.blogspot.com

 

[nie-miejsca] nie-miejscownik: Antoninek – przewodnik alternatywny

img_20171001_142434536_hdr

Dlaczego Antoninek? W końcu to zupełnie zwyczajna dzielnica na obrzeżach Poznania? Ponieważ nie ma miejsc nieciekawych, są tylko takie, którym nie poświęca się dość uwagi. Każdy krajobraz nosi bowiem w sobie historie ludzi, ich wyobrażeń, tego jak chcieli i dalej chcą upiększać swoje otoczenie. Czytaj dalej

Nie-miejsca: Dźwięk tygodnia: hydroelektrownia i krowy

IMG_20171101_155826468_HDR

W powodzi obrazów, które sami wytwarzamy, a następnie sami nimi się zalewamy, aż do zakrztuszenia oczu, czasem trafiamy na jakieś zapomniane zdjęcie w smartfonie. Jednak trafić na niepamiętane nagranie to zupełnie coś innego. Oczywiście nie chodzi tu o piosenkę czy zapis rozmowy. Raczej o pejzaż dźwiękowy. Czytaj dalej