Kryzys krymski a turystyka cz.3: zakazem wjazdu w kolegów Putina

Piotr Zmyślony | 19 marca 2014

Kiedy państwa i instytucje międzynarodowe nie chcą prowadzić otwartej wojny, ale chcą uderzyć tak, aby chociaż trochę zabolało, bronią dyplomatycznego rażenia staje się turystyka. Chociaż może mieć charakter masowy, to najpierw można ją wykorzystać do działań snajperskich, kiedy na celownik bierze się ściśle wyselekcjonowane osoby. Tak zrobiły UE i USA, które w poniedziałek wprowadziły zakaz wjazdu oraz zamrożenie kont dla najbardziej „zasłużonych” dla odłączenia Krymu od Ukrainy.

Unia Europejska postrzeliła blokadą wiz turystycznych 21 urzędników i oligarchów rosyjskich i krymskich, USA wzięło za cel 11 osób, w tym Wiktora Janukowycza, premiera Krymu, przewodniczącego parlamentu krymskiego oraz posłów rosyjskiej Dumy Państwowej. Oni w najbliższym czasie na wakacje na Florydę, Lazurowe Wybrzeże czy na Mazury nie pojadą. Jeden z ukaranych zakpił, że czuje się zaszczycony sankcjami, można więc się oczywiście zastanawiać, czy tak miękkie działania, jak zakaz uprawiania turystyki, są dotkliwe. Nie są na małą skalę, ale kiedy staną się masowe, mogą zadziałać.

BBC podaje, że w UE mają już stworzoną listę stu osób, wobec których sankcje zostaną wprowadzone, a to nie musi być koniec, lista „uprawnionych” wcale nie musi składać się z nazwisk, ale warstw społecznych. Jeszcze przed referendum Timothy Snyder, historyk z Uniwersytetu Yale, pisał: narty w Alpach, plażowanie na Lazurowym Wybrzeżu i wakacyjne domy w krajach Unii są wentylem bezpieczeństwa dla rosyjskiej klasy średniej. To oglądana podczas zagranicznych podróży europejska kultura życia codziennego kształtuje rosyjską modę i aspiracje materialne. Dodajmy do tego turystykę edukacyjną (znaczna część elit wysyła dzieci do prywatnych szkół w UE lub w Szwajcarii) i finansową (bogaci Rosjanie nie ufają swojemu systemowi bankowemu i lokują pieniądze za granicą) – a zobaczymy, że Europa ma czym szachować Rosję. Łagodna siła może zadać całkiem silny ból. Ograniczenie wiz turystycznych, zakaz podróżowania dla kilku tysięcy wykonawców poleceń władzy i wpływowych popleczników Kremla, kilkadziesiąt zamrożonych rachunków mogłoby wiele zmienić. Miliony zamożnych rosyjskich „nowych mieszczan” zrozumiałoby, że inwazja na Ukrainę oznacza rezygnację z letnich wakacji, a elity – że zajęcie Krymu ściągnęłoby im na głowę rozczarowane i rozkapryszone nastoletnie dzieci.

Musimy pamiętać, że sankcje działają w obie strony. Brak turystów ze wschodu, którzy lubią wydawać dużo, odczują hotelarze, restauratorzy, sprzedawcy futer i diamentów. Turystyka użyta politycznie – nawet w słusznej sprawie – uderza w turystykę wykorzystywaną gospodarczo.