„Welcome to the Jungle” kontra „Paradise City”, czyli słów kilka o problemach i propozycjach zmian w turystyce miejskiej

5065654816_06d08a4b83_b

W ostatnich miesiącach, a nawet latach, coraz częściej można usłyszeć się o niepokojących zjawiskach w turystyce miejskiej. Mowa chociażby o masowym wzroście ruchu turystycznego w wielu miastach świata, który staje się coraz bardziej niekontrolowany.

Wiadomo, że ogólnie turystyka jest zjawiskiem masowym i powszechnym. Świadczą o tym chociażby następujące dane Światowej Organizacji Turystyki: blisko 1,2 mld międzynarodowych turystów z prognozą 1,8 mld osób do roku 2030, czy turystów krajowych, których szacuje się już na 5-6 mld. A mówi się, że w miastach przyrost jest jeszcze większy – w 2006 r. Alec Galinos szacował, że tempo wzrostu w turystyce miejskiej jest średnio 2,5-krotnie wyższe niż turystyki ogółem! To wszystko sprawia, że wiele miast zaczyna borykać się z coraz większymi problemami związanymi z funkcją turystyczną. Liczba takich przypadków niestety wzrasta…

Welcome to the jungle it gets worse here everyday… 
(Guns’n’Roses)

Wymowny przykład Wenecji przedstawił Piotr Zmyślony, mówiąc wprost, że w mieście narodził się „obywatelski ruch antyturystyczny”, w znacznym stopniu zorientowany przeciwko wielkim wycieczkowiczom zalewającym miasto. Ale problemów związanych z turystyką Wenecja ma znacznie więcej. Szacuje się, że do tego popularnego włoskiego miasta przyjeżdża corocznie nawet 25 mln odwiedzających. Problem w tym, że ok. 70% z nich nie korzysta z noclegu; ich pobyt trwa zaledwie kilka godzin. Czyli mamy z jednej strony pewne (nawet spore) wydatki odwiedzających jednodniowych, a z drugiej – niewykorzystane możliwości branży hotelarskiej zlokalizowanej na terenie miasta. Już coraz głośniej mówi się o kolejnych radykalnych propozycjach, w tym nawet zamknięcia placu św. Marka i wprowadzenia konieczności zakupu przez odwiedzających biletów wstępu.

Coraz częściej podaje się przykład Barcelony, odwiedzanej przez ok. 7 mln turystów rocznie. Miasto staje się skądinąd „ofiarą” własnego „efektu barcelońskiego”, zainicjowanego w wyniku Letnich Igrzysk Olimpijskich w 1992 r. Coraz głośniejsze są skargi mieszkańców na turystów czy odwiedzających jednodniowych, dlatego pojawiły się propozycje nie tylko wprowadzenia biletów wstępu do określonych obiektów, ale nawet ograniczeń w tworzeniu nowych miejsc noclegowych na terenie miasta. Sugestie takie są przedstawiane nawet przez władze miasta.

Problem z nadmiernym ruchem turystycznym „zawitał” również do Rzymu. Szczególnie widocznym kłopotem stały się przede wszystkim zakorkowane ulice w centrum miasta. W konsekwencji podjęto decyzję, w wyniku której od 2018 r. autobusy i autokary wycieczkowe nie będą mogły wjeżdżać do ścisłego centrum. Dodatkowo zaplanowano dość radykalną podwyżkę dla autokarów korzystających ze strefy B – ze 150 do 600 EUR za dzień.

Przykład Dubrovnika pokazuje, że i w tym mieście zabrano się za „porządki w turystyce”. Szczególnie dotyczy to obszaru starego miasta, który jest wprost oblegany przez przyjezdnych. Szacuje się, że jednorazowo na tym niewielkim obszarze przebywa nawet 10 000 osób. Spowodowało to nie tylko wzrastające problemy ze znalezieniem noclegu czy miejsca parkingowego, ale coraz częściej spotykane negatywne opinie o mieście („dzikie tłumy”). Miasto nie dość, że wsłuchało się w rady UNESCO, zalecające ograniczenie wspomnianego ruchu do 8000 osób, to poszło jeszcze krok dalej i postanowiło liczbę tę ograniczyć do 6000 osób. Co więcej, podjęto dodatkową decyzję o instalacji 166 kamer monitorujących liczbę odwiedzających stare miasto.

Take me down to the Paradise City where the grass is green…
(Guns’n’Roses)

Przykładów podobnych do sytuacji w czterech wymienionych powyżej miastach jest coraz więcej. Mamy więc do czynienia ze wzrastającymi naciskami określonych grup (w tym mieszkańców, władz) na podjęcie właściwych działań na rzecz czegoś, co umownie można nazwać „przywróceniem porządku w turystyce” w poszczególnych miastach. Nie można absolutnie demonizować tego typu zachowań i decyzji. Miasto jest przecież przede wszystkim przestrzenią dla jej mieszkańców. To oni mają się czuć bezpiecznie i swobodnie. Stąd też coraz częstsze postulaty i deklaracje władz miejskich odnoszące się do „sterowania” ruchem turystycznym. Pamiętajmy również, że działania takie mają z założenia przynieść również określone korzyści dla samych turystów czy odwiedzających jednodniowych, chociażby z punktu widzenia ich bezpieczeństwa, czy komfortu przebywania w aglomeracji.

Przy dobrej organizacji i zarządzaniu, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że niektóre miasta nie odczują zbyt dużych strat w sensie ekonomicznym. Jeżeli w dalszym ciągu będą pojawiały się ciekawe inicjatywy, które np. właściwie pomogą „rozłożyć” ruch turystyczny w poszczególnych miesiącach (np. oferty typu „miasto za pół ceny”), to możemy być spokojni o przyszłość turystyki w miastach. Ale to wymaga podejmowania ciągłych, coraz lepszych i ciekawszych przedsięwzięć. Można śmiało przyjąć, że idea zrównoważonego rozwoju turystyki w miastach przybiera na znaczeniu…


Fot.: Fontana di Trevi, Rzym by Rafał Próchniak, Flickr (CC BY-SA 2.0), kadrowany.

One thought on “„Welcome to the Jungle” kontra „Paradise City”, czyli słów kilka o problemach i propozycjach zmian w turystyce miejskiej

  1. Pingback: Miasta kontra Airbnb: kiedy wszystko inne zawiedzie, odwołaj się do mieszkańców | turystyka w mieście

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s