SPOTKANIA WYDARZENIA, WOKÓŁ SPORTU

Pożegnanie Króla

Pisałam już o Nadalu (wpis znajdziesz tutaj), nie sposób więc, bym nie odniosła się do zakończenia kariery mojego idola – Rogera Federera. W ostatnim tygodniu napisano już tak wiele na jego temat i podsumowano właściwie każdy aspekt jego kariery, więc nie mam łatwego zadania. Na początek trochę prywaty: jak to wszystko się u mnie zaczęło.

fot. Natalia Latuszek

Zamiłowaniem do gry w tenisa zaraził mnie tata, ale zdecydowanie bardziej wolałam sama uderzać piłkę rakietą niż oglądać w telewizji, jak robią to inni. Transmisje uważałam wręcz za nudne. Do czasu… Jeszcze w gimnazjum postanowiłam dać kolejną szansę zawodowym tenisistom i tenisistkom i oglądałam relację z Rolanda Garrosa. Wtedy pierwszy raz trafiłam na zawodnika, którego grę przyjemnie się oglądało. Nie pamiętam, kto wyszedł zwycięsko z tego pojedynku na paryskiej mączce, wiedziałam jednak, że z pewnością będę chciała ponownie zobaczyć Szwajcara na korcie. I tak już zostało. W liceum napisałam pierwszy felietion na zajęcia z polskiego nawiązujący do emocjonalnej reakcji Federera na kolejną wygraną turnieju wielkoszlemowego. Rozpalił moją pasję do tenisa tak mocno, że na studiach stał się tematem mojej pracy licencjackiej i magisterskiej, a niewiele brakowało i również w doktoracie skupiłabym się na tej dyscyplinie. Nim się obejrzałam przez 20 lat dzieliłam z Federerem jego sportowe emocje.

W czym jednak tkwi fenomen szwajcarskiego tenisisty, który sprawia, że historii takich jak moja jest pewnie wiele milionów? Według mnie przyczyny są dwie. Pierwszą z nich jest technika Federera. Nie chodzi tu tylko o zachwycające zagrania, choć już one wystarczyłyby by wzbudzić zachwyt kibiców z całego świata. Chodzi o lekkość i łatwość, z jaką Szwajcar je wykonywał. Dzięki temu zyskał przydomek Maestro i nie bez kozery mecz kończący jego karierę zapowiadano jako ostatni taniec, a mój ulubiony slogan z transparentów kibiców głosił: „Quiet! Genius at work”. Natomiast każdy, kto kiedykolwiek trzymał rakietę tenisową wie, że to wcale nie jest to łatwy sport. Wielu graczy wkłada dużo wysiłku w każde uderzenie i to doskonale widać. Roger zagrywa najtrudniejsze uderzenia, jakby to była bułka z masłem. I po części faktycznie jest. Parę razy w mojej amatorskiej „tenisowej karierze” wyszło mi takie zagranie, gdy piłka leci jak rakieta przy minimalnym zaangażowaniu siły z mojej strony. Niestety „wyszło mi” jest tutaj najlepszym określeniem, ponieważ takie z pozoru łatwe uderzenie wymaga doskonałej koncentracji na piłce, koordynacji różnych części ciała i idealnego zgrania w czasie. Dlatego wszystkich, którzy chcieliby chwycić za rakietę, ruszyć na kort i zacząć grać jak Federer uprzedzam – w tej bułce z masłem tkwi haczyk wieloletniego doświadczenia i codziennej ciężkiej pracy. Z drugiej strony, to właśnie styl gry i staranne układanie kalendarza startów w rozgrywkach pozwoliło Szwajcarowi utrzymywać się tak długo w światowej czołówce najlepszych tenisistów.

Drugą przyczyną fenomenu Rogera Federera jest jego osobowość. To po prostu facet, którego nie sposób nie lubić. Idealny kandydat na zięcia, na męża i kumpla, z którym można wyskoczyć na piwo. Oczywiście, o gustach oraz sympatiach i antypatiach raczej się nie dyskutuje, ale moja teza znajduje potwierdzenie w zachowaniu kibiców na całym świecie, ale także w nauce. Na podstawie badań Chmait i in. można przyznać Szwajcarowi status supergwiazdy, który przekładał się na większe zainteresowanie kibiców turniejem w mediach społecznościowych oraz na zwiększone zapotrzebowanie na bilety dzięki udziałowi tenisisty z Bazylei w konkretnych rozgrywkach. Dodatkowo, Delię i Armstronga zaskoczył fakt podczas badania sponsorów Rolanda Garrosa, że określenie „FedEx” pojawiało się na Twitterze nie w kontekście firmy logistycznej, lecz przede wszystkim jako ksywka Federera. Ponadto, marka osobista, którą stworzył Szwajcar pozwoliła mu jako pierwszemu tenisiście w historii zostać najlepiej zarabiającym sportowcem w rankingu Forbesa, co nie byłoby możliwe bez lukratywnych kontraktów sponsorskich. Na to z kolei miał wpływ nienaganny wizerunek Rogera na korcie i poza nim. Dzięki niemu jest również znakomitym ambasadorem swojego kraju i chętnie brał udział w kampaniach promocyjnych (u boku takich gwiazd jak Robert De Niro czy Anne Hathaway).

Nie będę już tutaj pisać o osiągnięciach sportowych, ponieważ tak, jak zapowiadałam na wstępie, podsumowano je właściwie w każdy możliwy sposób. Roger Federer zdobył niemal wszystko, co było do zdobycia w tenisowym świecie, ale prawdopodobnie zostanie zapamiętany nie za kolejne rekordy, lecz właśnie za piękno gry oraz sposób bycia na korcie i poza nim. Wytyczył kierunek dla kolejnych generacji tenisistów i otworzył drzwi, które sądzono, że jeszcze przez długi czas pozostaną zamknięte. Z kolei z perspektywy fanki Rogera napisać, że będzie mi go brakowało, to jak nic nie napisać. Federer zostawia po sobie pustkę, której pewnie przez wiele lat nie uda się wypełnić. O ile kiedykolwiek komuś się uda…

(Na pocieszenie pozostaje mi tylko zdjęcie, gdy prawie udało mi się zobaczyć Rogera na żywo.)

Więcej na temat:

Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s