Miasta kontra Airbnb: kiedy wszystko inne zawiedzie, odwołaj się do mieszkańców

O tym, że trwa zażarta walka o turystykę zrównoważoną w miastach, pisaliśmy już wiele razy (tutaj, tutaj i tutaj). Jednym z jej frontów jest wojna miast z mającymi globalny zasięg internetowymi platformami dostawców usług, które wpisują się w miejski styl życia w formie aplikacji smartfonowej: Lyftem, Uberem czy najbardziej przerażającym i zwalczanym Airbnb.

Warto zdawać sobie sprawę z tego, że dziennikarze i komentatorzy zaangażowani w relacjonowaniu tego konfliktu przedstawiają jego uproszczony i jednostronny obraz. Wynika z niego, że w poszczególnych miastach obserwujemy walkę mieszkańców i reprezentujące ich władze lokalne ze stale rozrastającym się, pożerającym mieszkania, brutalnie gentryfikującym i ziejącym nieludzko wysokimi czynszami korporacyjnym mutantem o nazwie Airbnb, przybyłym z nieznanej krainy ekonomii współdzielenia. Walczy Barcelona i Paryż, Berlin trzyma się mocno, opór stawiają inne miasta, padło San Francisco. Stawką w tej wojnie ma być prawo mieszkańców do swoich miast, jakości życia i wolności obywatelskiej, zagwarantowanych płaconymi podatkami oraz prawem wyborczym.

Czytaj dalej

Terramotourism: trzęsienie turystyczne w Lizbonie

terramotourism

Turystyka jako kataklizm miejski. Taką tezę formułują anonimowi aktywiści zrzeszeni w ruchu Left Left Hand Rotation, filmując zmiany wywołane przez globalną machinę turystyczną w Lizbonie. W tym filmie nie ma narratora ani wywiadów z politykami i ekspertami, typowych dla klasycznego dokumentu. Mamy za to powolne kadry współczesnej Lizbony przeplatane rycinami z wielkiego trzęsienia ziemi, które zniszczyło stolicę Portugalii w listopadzie 1755 roku. Ładne porównanie.

W wielu europejskich miastach masowa turystyka nie ma dobrej opinii wśród mieszkańców, a nawet zdobywa coraz większe rzesze – łagodnie rzecz ujmując – zwolenników klęski. Ukazując światu zespół objawów jej rozwoju, aktywiści chętnie stosują analogie do znajomych danemu miastu klęsk. W Wenecji jest określana jako powódź, w Barcelonie jako zaraza, a w Lizbonie jako trzęsienie ziemi. Stąd tytuł filmu –  terremoto oznacza właśnie tą klęskę żywiołową.

Czytaj dalej

No Grandi Navi, czyli ruch anty(terr)turystyczny w Wenecji

Piotr Zmyślony | 27 wrzesnia 2016

To już nie są zwykłe protesty, to rage against the tourism machine. Wściekłość skierowana przeciw maszynie turystyki. Błędne koło jej rozwoju w Wenecji zatacza coraz szersze kręgi oraz wyznacza nowe, coraz bardziej niebezpieczne formy walki mieszkańców miasta z globalną gospodarką podróży. Nie bójmy się tego powiedzieć – w Wenecji narodził się obywatelski ruch antyturystyczny, którego członkowie przyjmują role antyterrorystów, traktują masową turystykę jak współczesny terroryzm hybrydowy, stosując coraz bardziej radykalne formy działania.

25 września 2016 roku przejdzie do historii miasta jako kolejny dzień zorganizowanego protestu (taki sam odbył się cztery lata temu) przeciw wielkim wycieczkowcom zalewającym Wenecję. Zalewającym podwójnie. Po pierwsze dosłownie, bo wywołują fale, które podmywają fundamenty stojących tu od wieków domów. Po drugie, zalewają w przenośni, wypluwając z siebie potoki wycieczkowiczów.

Czytaj dalej