MiASTA I TURYSTYKA, PUBLIKACJE, ZARZĄDZANIE TURYSTYKĄ

Lokalizacyjna aplikacja mobilna jako narzędzie badań ruchu turystycznego w miastach [publikacja]

Natalia Piechota

Coraz powszechniejszy staje się fakt, że planując podróż wystarczy sięgnąć do kieszeni i to wcale nie po zasobny portfel, lecz po smartfon. Mobilne aplikacje umożliwiają wykupienie biletu, rezerwację miejsca w hotelu, a także kompleksową usługę przewodnicką w dowolnym miejscu i czasie. Jednak w mniejszym stopniu dostrzega się możliwe m-rozwiązania, pomagające w zarządzaniu turystyką na poziomie regionów. W artykule zaprezentowano koncepcję lokalizacyjnej aplikacji mobilnej łączącej dwie użyteczności: dla turystów oraz dla podmiotów zaangażowanych w tworzenie produktu turystycznego miast. Koncepcja projektu o roboczej nazwie „Interaktywne Miasto” powstała na kanwie doświadczeń w zakresie prób wzbogacania lokalnych statystyk prowadzonych w Poznaniu. Aplikacja ta ma stanowić funkcjonalny przewodnik po określonej aglomeracji, stanowiący równocześnie narzędzie pomiaru ruchu turystycznego. W artykule omówiono podstawowe kwestie związane z wykorzystaniem ICT w turystyce, przedstawiono przesłanki do stworzenia tego projektu, opisano schemat funkcjonowania programu, a także wskazano jego słabe i mocne strony.

Słowa kluczowe: aplikacja mobilna, usługi lokalizacyjne, turystyka

 

Piechota, N. (2014). Lokalizacyjna aplikacja mobilna jako narzędzie badań ruchu turystycznego w miastach, Studia Oeconomica Posnaniensia 2(1), Poznań.

Zwykły wpis
MiASTA I TURYSTYKA, ZARZĄDZANIE TURYSTYKĄ

Mobilne przewodniki po polskich miastach

Natalia Piechota | 26 marca 2014

W Polsce gwałtownie wzrasta udział użytkowników korzystających z mobilnego Internetu i prawie co trzeci Polak posiada smartfona. Taki stan rzeczy powoduje, że coraz częściej turyści chcą, aby ich telefon nie tylko ułatwiał im codzienne funkcjonowanie, lecz również planowanie i odbywanie podróży. Podczas wyjazdu bardzo przydatny jest przewodnik po danym miejscu. Jeżeli jeszcze może łączyć rozkład komunikacji miejskiej, wyszukiwanie określonych lokalizacji i wskazywanie naszego aktualnego położenia, a przy tym mieścić się w dłoni – tym lepiej.

Na potrzeby artykułu (który ukaże się niebawem) opracowałam zestawienie aplikacji mobilnych 10 największych miast Polski (Bydgoszcz, Gdańsk, Katowice, Kraków, Lublin, Łódź, Poznań, Szczecin, Warszawa i Wrocław). Nie instalowałam ich i nie testowałam (poza przewodnikiem poznańskim – z czystej ciekawości), a jedynie porównałam informacje oraz statystyki zamieszczane w Google Play (stan na luty 2014 r.). Wybór padł akurat na ten sklep, ponieważ Android jest liderem wśród systemów operacyjnych dla smartfonów. Jako frazę wyszukiwania podawałam nazwę miasta, a spośród wyników odrzucałam aplikacje płatne oraz ogólne, które nie są tworzone z myślą o określonym miejscu, lecz jedynie wyświetlają informacje uzależnione od lokalizacji użytkownika. Dla Katowic i Lublina nie znalazłam żadnego programu spełniającego powyższe kryteria, a w Warszawie udostępniono wiele przewodników specjalistycznych (po warszawskiej Pradze, śladami Chopina itd.), ale nie było jednego, z ogólnymi informacjami o tym mieście.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
TRENDY INNOWACJE

Turyści zmorą zabytków

Natalia Piechota | 17 marca 2014

Większość regionów zabiega o to, by przyjeżdżało do nich jak najwięcej turystów, dostrzegając szereg korzyści wynikających z rozwoju turystyki. Są jednak sytuacje, w których to właśnie turyści stają się największą zmorą turystyki i określonego obszaru.

Każdy region ma ograniczoną zdolność przyjmowania turystów i gdy wielkość przyjazdowego ruchu turystycznego przekracza wartość graniczną dochodzi do wielu negatywnych efektów ekologicznych, społecznych i gospodarczych. Turyści są jednak „szkodliwi” nie tylko w masie (np. tłocząc się na plażach czy w kilometrowych kolejkach do atrakcji turystycznych), lecz także indywidualnie. A wszystko przez nieodpartą chęć uzewnętrznienia emocji. Manifestacja swojej obecności poprzez podpis „tu byłem”, romantyczne wyznania wiecznego uczucia „K+M” lub inne (niekoniecznie cenzuralne) deklaracje może i dowartościowują ich autorów lub ogólnie poprawiają im samopoczucie, ale niekoniecznie wyglądają estetycznie, szczególnie na kilkusetletnich, zabytkowych murach. Przykro patrzeć na kamienne czy ceglane ściany, które przez wieki opierały się powodziom, pożarom, wojnom i nieraz wielkim wysiłkiem zostały doprowadzone do wyglądu z czasów swojej świetności, a w dzisiejszym cywilizowanym świecie musiały ulec „kulturalnym” barbarzyńcom.

Od problemu samozwańczych graficiarzy nie jest wolny nawet jeden z cudów świata – Wielki Mur Chiński. W ostatnich latach przybrał na tyle na sile, że władze szukają rozwiązania satysfakcjonującego obie strony – zachowującego zabytek w jak najmniej zmienionym stanie oraz umożliwiającego turystom pozostawienie po sobie „pamiątki”. W związku z tym zostaną wydzielone fragmenty muru, na których zwiedzający będą mogli bezkarnie się podpisać. Możliwe, że za parę lat walkę z graficiarzami wesprze też technika – planowana jest instalacja tablic elektronicznych, przyjmujących każde turystyczne wyznanie. Nie wiadomo, czy Chińczycy słyszeli o jeszcze innym pomyśle. Polscy naukowcy opracowali formułę substancji, którą należy pokryć  mur/elewację, dzięki czemu usunięcie szpecących napisów oraz rysunków będzie dużo szybsze i tańsze. Co najważniejsze powłoka nie niszczy zabytkowego budulca, ponieważ w przeciwieństwie do wcześniejszych polimerów tego typu, ten przepuszcza powietrze.

Mimo dostępności różnych środków walki z graffiti tylko jeden jest w 100% skuteczny – powstrzymanie swoich artystycznych zapędów. Turysto, następnym razem zastanów się dwa razy nim zaczniesz bazgrać lub skrobać po zabytkach. Lepiej zrób sobie ciekawe zdjęcie, opraw je i powieś na ścianie w domu, na której śmiało możesz napisać „tu byłem”.

Zwykły wpis
POLITYKA TURYSTYCZNA

Kryzys krymski a turystyka cz.2

Natalia Piechota | 6 marca 2014

Nikogo nie trzeba przekonywać, że konflikt na linii Ukraina-Rosja wiąże się z poważnymi konsekwencjami politycznymi i gospodarczymi, nie tylko dla tych dwóch bezpośrednio zaangażowanych państw. Wahania cen ropy, spadki na giełdach, rozmowy, deklaracje i decyzje polityczne na szczeblu międzynarodowym, to tylko część skutków obecnej sytuacji, najintensywniej nagłaśnianych przez media. W całym tym zamieszaniu cierpi także turystyka i to nie tylko na Krymie.

Bez wątpienia krymska gospodarka turystyczna ucierpi najmocniej, ponieważ półwysep stanowi aktualnie główną scenę dramatu, a ze względu na silne uzależnienie od napływu turystów kryzys dotknie całą lokalną gospodarkę. Trudności mogą jednak objąć również inne państwa, a w szczególności touroperatorów i przewoźników organizujących wyjazdy na Krym, Ukrainę oraz do Rosji. Polski MSZ apeluje, aby powstrzymać się od podróży na Ukrainę. W 4-stopniowej skali:

  1. Zachowaj zwykłą ostrożność
  2. Ostrzegamy przed podróżą
  3. Nie podróżuj
  4. Opuść natychmiast

ogłoszono wariant 3., a za obszary szczególnie niebezpieczne uznano obwody: charkowski, chersoński, dniepropietrowski, doniecki, Autonomicznej Republiki Krym, ługański, mikołajowski, odeski, zaporoski i m. Sewastopol. Ukraina nie jest co prawda najchętniej wybieranym kierunkiem podróży Polaków, ale i tak wg Instytutu Turystyki w 2012 r. kraj ten odwiedziło ok. 150 tys. naszych rodaków (podobnym zainteresowaniem cieszyła się Dania, Irlandia i Norwegia). Co istotne, jednym z dominujących celów wyjazdów były sprawy służbowe, a więc wiele polskich przedsiębiorstw spoza turystyki wiązały relacje handlowe z partnerami zza wschodniej granicy i prowadzone przez nich biznesy mogą znacząco ucierpieć na kryzysie. Z kolei biura podróży nie powinny doznać takiego uszczerbku, jak miało to miejsce w przypadku zaognionej sytuacji w Egipcie. Z pewnością nie można uznać Ukrainy za główny kierunek wakacyjnych wojaży, ale wielu touroperatorów ma ofercie wycieczki do Lwowa, Kijowa czy na Krym. Część biur decyduje się już na odwołanie zaplanowanych wyjazdów, w obawie o bezpieczeństwo swoich klientów.

Dodatkowo, w zaistniałej sytuacji kluczowego znaczenia nabiera poprawność polityczna w relacjach polsko-ukraińsko-rosyjskich. Pomorska Regionalna Organizacja Turystyczna wstrzymała planowaną na najbliższy czas akcję promocyjno-informacyjną, skierowaną do mieszkańców Obwodu Kaliningradzkiego. Pragnąc zachęcić sąsiadów do wizyty w Gdańsku i na Pomorzu przygotowano szereg atrakcji, zniżek i pakietów na weekend 7-9 marca. Oferta zostanie udostępniona turystom zgodnie z planem, ale zrezygnowano z intensywnej promocji wydarzenia, aby nikogo nie urazić. Mówi się, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta – na konfliktach militarnych tracą wszyscy.

Zwykły wpis
MiASTA I TURYSTYKA

Witamy w slumsach

Natalia Piechota | 17 lutego 2014

Turyści odwiedzają miasta z rożnych powodów: chcą pozwiedzać, mają interesy do załatwienia, biorą udział w wydarzeniu kulturalnym lub sportowym… i można by tak wymieniać niemal bez końca. Ostatnimi czasy na tę listę trafił kolejny ciekawy motyw – oglądanie życia najbiedniejszych w slumsach. Idea jest prosta: pojechać niczym Angelina Jolie czy Bono do najuboższych dzielnic świata i zobaczyć na własne oczy, w jakich warunkach żyją tamtejsi mieszkańcy. Skoro gwiazdy tak robią, to dlaczego my nie możemy? O ile oczywiście nas na to stać.

A stać wielu. Jeżeli już jesteśmy w jednym z miast słynących ze slumsów (z reguły w czołówce wymienia się Nairobi, Delhi, Bombaj i Rio), wystarczy od kilku do kilkudziesięciu dolarów, żeby wziąć udział w wyjątkowym spacerze. W pakiecie mnóstwo atrakcji: rywalizacja głodujących dzieci o resztki jedzenia, „obiad” u kilkunastosobowej rodziny cisnącej się pod przerdzewiałym dachem z blachy falistej, widok karabinu maszynowego na każdym rogu (albo i częściej), a jak się uda to nawet śmierć na żywo. Plus oczywiście niezapomniane doznania zapachowe.

Wiele jestem w stanie zrozumieć. Że jest spora grupa osób, która uczestniczy w takich wycieczkach, żeby uwrażliwić się na życie innych. Żeby docenić to, co się samemu posiada. Żeby pomóc mieszkańcom slumsów, ponieważ część środków z tej formy turystyki do nich trafia (przynajmniej w założeniu). Rozumiem nawet, że znajdą się ludzie, którzy powielają pewne zachowania, żeby upodobnić się do celebrytów. Że są tacy, którzy ślepo podążają za modą (słonie na safari są passe, a slumsy top).

Ale jednego w żaden sposób nie jestem w stanie rozumem ogarnąć…

… pięciogwaizdkowego hotelu-slums.

Zgadza się – pięciogwiazdkowy hotel-slums. W RPA powstał taki obiekt, przypominający z zewnątrz prawdziwe slumsy. Ale tylko z zewnątrz. Blaszane dachy są szczelne, podłogi podgrzewane, w każdym budynku znajdują się łazienki z prysznicami, a ponadto goście do swojej dyspozycji mają Wi-Fi, restaurację oraz zabiegi spa. Na stronie hotelu zapewnia się również, że jest on znakomitym miejscem na organizację różnego rodzaju imprez. Wesele w slumsach? Właściwie dlaczego nie. Choć chyba nie brzmi to najlepiej, ale kto bogatemu zabroni?

Właściciele obiecują „true African experience”. Hotel z pewnością wywiera silne wrażenie, ale czy prawdziwe? Mam co do tego wątpliwości.

Na podstawie:
Chabierska A. (2013) Turystyka slumsowa, Gazeta.pl Podróże.
Leszczyński A. (2010) Zadeptani przez dobroczyńców, Wyborcza.pl.
Shanty Town (2014)

Zwykły wpis