ZMYŚLONY TURYSTA

Piotr Zmyślony | 9 września 2014

Przysłuchiwałem się dzisiaj pierwszej części debaty odbywającej się drugiego dnia poznańskiej edycji Pracowni Miast, ogólnopolskiego przedsięwzięcia organizowanej w całej Polsce przez Gazetę Wyborczą. Debaty przeprowadzonej zaskakująco bez pomysłu i entuzjazmu przez wyglądających na zmęczonych (miastem?) dziennikarzy. Dość szczegółową relację można przeczytać na stronach gazety, więc tylko krótki komentarz.

Wśród ogólników i „okrągłych” opinii, odwoływania się do Wrocławia i Warszawy, obowiązkowych anegdot na początek wypowiedzi oraz widzianych wiele razy gestów (zdejmowanie krawata jeszcze działa?) wybijały się myśli Michała Beima z Instytutu Sobieskiego, który między innymi stwierdził, że decyzje podejmowane w Poznaniu odnośni komunikacji to przykład „kultu przepustowości”, który zalał polskie miasta i wchodzi na pułapy porównywalne do kultu religijnego. Bardzo mi się podoba ta nazwa na tę ideę fix, tę urzędniczą walkę z wiatrakami. Może oni naprawdę wierzą, że stworzą miasto, do którego centrum będzie można swobodnie wjechać, przejechać i wyjechać nie stojąc w korkach?

W przeciąganym wprowadzeniu do debaty były naczelny poznańskiej Wyborczej pokazał slajd ze zdaniem, które moim zdaniem jest rysem psychiczno-egzystencjalnym tego miasta: „Poznań jest i musi być wyjątkowy„. No właśnie, musi. Będziemy tak długo dociskać, aż będzie. Zamek Gargamela i „zintegrowane” centrum komunikacyjne są na siłę wyjątkowe. My wiemy jak być wyjątkowi. My musimy być, i już, musimy pokazać, że jesteśmy.

Podsumowania warsztatów z poprzedniego dnia wywołały ogólną myśl, że nazwanie czegoś innowacyjnym i odkrywczym nie powoduje, że to coś takie jest. Opuszczałem debatę z myślą, że po moim wyjściu będzie ciekawiej, bardziej merytorycznie i bardziej entuzjastycznie.

Zmyślony Turysta: Czy Poznań musi być wyjątkowy?

Notatka na marginesie
SPOTKANIA WYDARZENIA EVENTY, WOKÓŁ SPORTU

Tenis vs. pogoda

Natalia Piechota | 7 września 2014

Tenisiści rywalizują między sobą i walczą ze swoimi słabościami, a organizatorzy turniejów muszą się czasem zmagać z najgorszym wrogiem, który zazwyczaj jest ich sprzymierzeńcem – z pogodą. Najgorszym, ponieważ przez niekorzystne warunki atmosferyczne mają przeciwko sobie zawodników, kibiców, sponsorów, stacje telewizyjne i wszystkich innych, którym zależy na rozegraniu meczów według harmonogramu. Najgorszym mimo, że wszyscy już przywykli, że w Melbourne męczą upały, w Londynie pada, a w Nowym Jorku wieje…

Rain delay USO

Największą zmorą tenisowych działaczy jest deszcz. Przyjęło się, że wietrzne warunki stanowią weryfikację umiejętności technicznych graczy, a upały sprawdzają ich przygotowanie kondycyjne. O ile jednak, mecze są przerywane jedynie przy bardzo wysokich temperaturach lub silnym wietrze, o tyle nawet parę kropli na szybkich kortach (trawiastych i o nawierzchni twardej) od razu oznacza przerwę w grze. Wymaga tego bezpieczeństwo tenisistów, którzy łatwo mogą się poślizgnąć i nabawić kontuzji. Jeżeli opady trwają dłużej konieczne są zmiany w ustalonym planie gier. Na Wimbledonie i Australian Open już częściowo uporali się z tym problemem, ponieważ w obu przypadkach nad centralnymi arenami zamontowano rozsuwane dachy. Dzięki temu w trakcie trwania turnieju przynajmniej na jednym korcie mecze mogą być rozgrywane bez przeszkód bez względu na warunki pogodowe.  Czytaj dalej

Zwykły wpis
TRENDY INNOWACJE, ZMYŚLONY TURYSTA

Nieznośna lekkość selfie

Piotr Zmyślony | 31 sierpnia 2014

Turystyka ma swoje bezrefleksyjne oblicze, które w powiązaniu z masowością wykorzystywania nowych technologii staje się zmorą dla organizatorów wydarzeń, zarządzających instytucjami kulturalnymi i służb miejskich. Zwykły check-in jest passé, teraz liczy się „fota z rąsi” jako świadectwo „tu byłem”, niezależnie od tego jak wiele bezczelności i bezmyślności trzeba na nią poświęcić. Rok 2014 to czas rozprzestrzeniania się epidemii turystycznego selfie, która zmienia obraz współczesnego turysty.

Uncle Joe Byron, Pirie MacDonald, Colonel Marceau, Pop Core, Ben Falk-New York Dec. 1920.

Zaczęło się od 1917 roku, o czym pisze i pokazuje Museum of the City of New York. Erę selfie, jakie znamy, czyli autoportretów robionych okazyjnie, a nie w studiu fotograficznym, zaczęli profesjonaliści. W 1920 roku w Nowym Jorku pięciu fotografów weszło na dach Marceau’s Studio, należącego do jednego z nich, przy czym dwóch – Joseph Byron i Ben Falk – trzymało wspólnie aparat. Jak widać powyżej, stroje mają inne niż teraz, ale miny dokładnie takie, jakie mają turyści robiący sobie zdjęcia. Długi czas pragnienie zrobienia zdjęcia z ręki nie zalewało umysłów turystów odwiedzających dachy i wnętrza atrakcji turystycznych. Lawina ruszyła niedawno.

Selfiesm na salonach

Głupota turystycznych selfies zaczęła się pod koniec poprzedniego roku w kręgu turystów biznesowych ze świata polityki. Podczas uroczystości pogrzebowych Nelsona Mandeli roześmiane selfie robią sobie premier Danii Helle-Thorning Schmidt, premier Wielkiej Brytanii David Cameron i prezydent USA Barack Obama, czym wywołują szybką reakcję Michele Obamy (ona chyba przeczuwa, że to może wywołać epidemię głupoty), wprawiają światową opinię publiczną w zażenowanie oraz podpowiadają specom od marketingu politycznego temat do dyskusji. Już w 2014 roku modzie na fotę z rąsi ulegają polscy politycy, w tym prezydent Bronisław Komorowski (który strzela sobie m.in. zdjęcie w Poznaniu z prezesem Międzynarodowych Targów Poznańskich), a także papież Franciszek. W lutym do ataku przystępują aktorzy, których grupowe selfie zrobione przez Ellen DeGeneres podczas ceremonii rozdania Oskarów staje się najchętniej retweetowanym zdjęciem wszechczasów. Czytaj dalej

Zwykły wpis
RANKINGI, SPOTKANIA WYDARZENIA EVENTY

Przemysł spotkań w metropoliach światowych

Piotr Zmyślony, Natalia Piechota | 27 maja 2014

spotkania_grupy

Jedną z kategorii tworzących turystyczny ranking światowych metropolii jest branża spotkań, ze względu na jej niebagatelnie znaczenie w kształtowaniu zarówno potencjału turystycznego, jak i ogólnogospodarczego miast. Trudno jednak jednoznacznie określić, jak istotną rolę pełni, ponieważ brakuje opracowań z tego zakresu. Spróbowaliśmy odpowiedzieć na to pytanie, podczas przygotowywania rankingu światowych metropolii turystycznych.

W projekcie przemysł spotkań reprezentowały dwa zestawienia miast pod względem liczby międzynarodowych spotkań stowarzyszeń i organizacji. Pierwsze z nich opracowywane jest przez International Congress & Convention Association (ICCA), drugie – przez Union of International Associations (UIA). W analizie uwzględniliśmy tylko te miasta, które wystąpiły w pierwszej dwudziestce przynajmniej jednego z powyższych rankingów. Łącznie otrzymaliśmy 26 metropolii, dla których określiliśmy udział punktów ICCA i UIA w ogólnoturystycznej punktacji, porównaliśmy pozycje zajmowane w zestawieniach cząstkowych oraz w rankingu syntetycznym, a uzyskane rezultaty odnieśliśmy do wyników rankingu ekonomicznego.

Grupy miast

Na podstawie analizy potencjału turystycznego, ogólnogospodarczego oraz w zakresie przemysłu spotkań wyodrębniliśmy 7 grup miast.

Bezsprzeczni Liderzy

Do światowej ekstraklasy należy 5 miast: LondynParyżSeulSingapur i Tokyo. Zarówno w rankingu ekonomicznym, jak i turystycznym znalazły się one w najlepszej dziesiątce. Natomiast ta grupa była najbardziej zróżnicowana pod względem udziału przemysłu spotkań – od 16% w Londynie i 17% w Tokyo, przez 20% w Paryżu i 26% w Seulu, do 32% w Singapurze.

Hiszpańska Grupa Pościgowa

Dogonić liderów usiłują 2 największe hiszpańskie miasta: Madryt i Barcelona. Zajęły one bardzo wysokie pozycje w zestawieniu turystycznym (odpowiednio 7. i 8.), natomiast pod względem ekonomicznym uplasowały się pod koniec trzeciej dziesiątki. Pomóc w doścignięciu ścisłej czołówki może wysoki udział przemysłu spotkań (ok. 40%).

Drugoligowcy

W drugiej lidze znalazły się miasta o zbliżonym potencjale turystycznym i ogólnogospodarczym. W obu zestawieniach zajęły one przynajmniej 24. miejsce, ale ze względu na duże różnice w udziale przemysłu spotkań wyróżniono dwie odrębne grupy. Do pierwszej zakwalifikowano Amsterdam i Sydney, dla których powyższa kategoria nie miała dużego znaczenia (ok. 18%). W miastach stanowiących drugą grupę (BerlinBrukselaPekinSztokholm) przemysł spotkań odgrywał istotną rolę (między 29 a 50%).

Potentaci Branży Spotkań

Nieco niższe, ale również wysokie pozycje w rankingach zajęły GenewaKopenhaga i Wiedeń. Od miast z drugiej ligi odróżniał je bardzo wysoki udział przemysłu spotkań (na poziomie ok. 63%) i można stwierdzić, że w oparciu o ten segment budowany jest ich potencjał turystyczny.

Biznesowi Słabeusze

W tej grupie znalazły się miasta, dla których przemysł spotkań miał bardzo małe znaczenie. Należały do nich: BangkokIstambułKuala LumpurKyoto i Rzym, a w przypadku ostatniej z wymienionych metropolii powyższy udział wyniósł zaledwie 1%. Ponadto miasta te osiągnęły wysokie pozycje pod względem turystycznym, bez silnego wsparcia ogólnogospodarczego.

Ogólni Słabeusze

Najsłabiej w obu zestawieniach wypadł BudapesztBuenos AiresHelsinkiLizbona i Praga. W tych miastach bardzo dużą rolę odgrywał przemysł spotkań (powyżej 50%), a w przypadku stolic Argentyny, Finlandii i Portugalii był on jedyną szansą na pojawienie się w ogólnym zestawieniu. Choć powyższym miastom przypadł tytuł „najgorszych z najlepszych” to i tak dysponują wysokim potencjałem turystycznym, umożliwiającym odnotowanie w rankingu.

Zwykły wpis
MiASTA I TURYSTYKA

Witamy w slumsach

Natalia Piechota | 17 lutego 2014

Turyści odwiedzają miasta z rożnych powodów: chcą pozwiedzać, mają interesy do załatwienia, biorą udział w wydarzeniu kulturalnym lub sportowym… i można by tak wymieniać niemal bez końca. Ostatnimi czasy na tę listę trafił kolejny ciekawy motyw – oglądanie życia najbiedniejszych w slumsach. Idea jest prosta: pojechać niczym Angelina Jolie czy Bono do najuboższych dzielnic świata i zobaczyć na własne oczy, w jakich warunkach żyją tamtejsi mieszkańcy. Skoro gwiazdy tak robią, to dlaczego my nie możemy? O ile oczywiście nas na to stać.

A stać wielu. Jeżeli już jesteśmy w jednym z miast słynących ze slumsów (z reguły w czołówce wymienia się Nairobi, Delhi, Bombaj i Rio), wystarczy od kilku do kilkudziesięciu dolarów, żeby wziąć udział w wyjątkowym spacerze. W pakiecie mnóstwo atrakcji: rywalizacja głodujących dzieci o resztki jedzenia, „obiad” u kilkunastosobowej rodziny cisnącej się pod przerdzewiałym dachem z blachy falistej, widok karabinu maszynowego na każdym rogu (albo i częściej), a jak się uda to nawet śmierć na żywo. Plus oczywiście niezapomniane doznania zapachowe.

Wiele jestem w stanie zrozumieć. Że jest spora grupa osób, która uczestniczy w takich wycieczkach, żeby uwrażliwić się na życie innych. Żeby docenić to, co się samemu posiada. Żeby pomóc mieszkańcom slumsów, ponieważ część środków z tej formy turystyki do nich trafia (przynajmniej w założeniu). Rozumiem nawet, że znajdą się ludzie, którzy powielają pewne zachowania, żeby upodobnić się do celebrytów. Że są tacy, którzy ślepo podążają za modą (słonie na safari są passe, a slumsy top).

Ale jednego w żaden sposób nie jestem w stanie rozumem ogarnąć…

… pięciogwaizdkowego hotelu-slums.

Zgadza się – pięciogwiazdkowy hotel-slums. W RPA powstał taki obiekt, przypominający z zewnątrz prawdziwe slumsy. Ale tylko z zewnątrz. Blaszane dachy są szczelne, podłogi podgrzewane, w każdym budynku znajdują się łazienki z prysznicami, a ponadto goście do swojej dyspozycji mają Wi-Fi, restaurację oraz zabiegi spa. Na stronie hotelu zapewnia się również, że jest on znakomitym miejscem na organizację różnego rodzaju imprez. Wesele w slumsach? Właściwie dlaczego nie. Choć chyba nie brzmi to najlepiej, ale kto bogatemu zabroni?

Właściciele obiecują „true African experience”. Hotel z pewnością wywiera silne wrażenie, ale czy prawdziwe? Mam co do tego wątpliwości.

Na podstawie:
Chabierska A. (2013) Turystyka slumsowa, Gazeta.pl Podróże.
Leszczyński A. (2010) Zadeptani przez dobroczyńców, Wyborcza.pl.
Shanty Town (2014)

Zwykły wpis
POLITYKA TURYSTYCZNA, SPOTKANIA WYDARZENIA EVENTY, TRENDY INNOWACJE

Mega eventy, turystyka i zdrowie czyli igrzyska zarazków

Piotr Zmyślony | 14 lutego 2014

Globalna turystyka to potencjalne zło, które być może czai się teraz w zaułkach soczijskiej wioski olimpijskiej. Oprócz turystów, wielkie imprezy goszczą międzynarodowe ekipy bakterii, mikrobów i zarazków, przygotowane do najtrudniejszych tras zjazdowych i warunków pogodowych. Skupienie ich w jednym miejscu, a następnie rozjechanie po całym świecie w organizmach nowych właścicieli, może spowodować pandemię mknącą szybciej od Matthiasa Mayera na stoku Krasnej Polanie. Organizacja mega eventu niesie za sobą duże ryzyko zdrowotne, globalny biohazard. Trzeba nauczyć się tego, jak z nim walczyć.

Gdy oglądaliśmy, jak Justyna Kowalczyk, Kamil Stoch i Zbigniew Bródka suną, by widowiskowo zgarnąć złote medale w Soczi, nie wiedzieliśmy, że już w trakcie ostatnich letnich igrzysk w Londynie przeprowadzono naukowy test systemu o nazwie Bio.Diaspora. Chodziło o to, aby zawczasu przewidywać, jakimi szlakami komunikacyjnymi mogą poruszać się po świecie zarazki, mogące być przyczyną wybuchu wielkiej epidemii. Naukowcy pod przywództwem epidemiologa Kamrana Khana z uniwersytetu w Toronto, którzy stworzyli system, otrzymywali na bieżąco informacje o tym, skąd przybywają i dokąd odlatują cudzoziemcy korzystający z londyńskich lotnisk. Dane te trafiały do modelu komputerowego, który budował scenariusze rozwoju sytuacji w przypadku pojawienia się na świecie groźnego ogniska epidemii, aby następnie pomóc w zatrzymaniu tych zarazków, zanim rozprzestrzenią się one po całym świecie. Khan uważa bowiem, że globalne mega eventy, w tym igrzyska olimpijskie, powinny się znajdować pod szczególną osłoną epidemiologiczną.

Grupa Khana współpracuje z serwisem HealthMap prowadzonym przez zespół epidemiologów z Children’s Hospital w Bostonie. Monitorują oni na bieżąco serwisy agencji informacyjnych oraz strony internetowe w kilkunastu językach, szukając wszelkich informacji mogących wskazywać na pojawienie się ogniska epidemii wśród ludzi i zwierząt. Komunikaty są natychmiast publikowane na stronie www.promedmail.org, a podejrzane tropy niezwłocznie weryfikuje Światowa Organizacja Zdrowia. Ostatni wpis pochodzi z wczoraj i dotyczy pojawienia się koronawirusów (wiecie, to te, które posiadają otoczkę oraz pojedynczą nić RNA o symetrii helikalnej i dodatniej polarności) wykrytych u wielbłądów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Mało tego, także wczoraj wykryto pryszczycę, i to w Rosji, na szczęście wśród zwierząt racicowych, ale tym razem wirusy nie muszą przekraczać granicy. Kto wie, jak szybko mogą one dotrzeć na areny zmagań naszych olimpijczyków. Globalnym zagrożeniom można, jak widać, przeciwstawić globalne narzędzie, jakim jest Internet.

Jak pisze Andrzej Hołdys w Gazecie Wyborczej, impulsem do rozpoczęcia prac nad modelem była epidemia SARS w 2003 r. Była ta pierwsza infekcja rozwleczona po całej planecie dzięki komunikacji lotniczej. Nieznana wcześniej choroba pojawiła się pod koniec 2002 r. w południowych Chinach, a w świat wystartowała kilka miesięcy później w Hongkongu – jednym z najważniejszych miast Azji z lotniskiem o globalnym znaczeniu. Zainfekowane osoby wsiadały do samolotów lecących w różne strony świata, wioząc ze sobą niebezpieczny, choć mikroskopijny ładunek. Po drodze zarażały wirusami innych pasażerów, którzy po opuszczeniu lotniska przekazywali chorobę następnym osobom. Ostatecznie na zespół ostrej niewydolności oddechowej (czyli właśnie SARS) zachorowało ok. 8 tys. osób, a zmarło – około tysiąca. W Kanadzie zanotowano 44 zgony. Chorobę przywieźli pasażerowie samolotów lądujących w Vancouver i Toronto. Koszty powstrzymania epidemii w najbardziej zagrożonej prowincji Ontario oszacowano na miliard dolarów. Wielokrotnie większe były straty ekonomiczne.

Międzynarodową renomę Khan i jego współpracownicy zdobyli w 2009 r., gdy na podbój świata wyruszyły wirusy świńskiej grypy H1N1. Z pomocą swojej komputerowej szklanej kuli naukowcy trafnie przewidzieli, co zrobią zarazki w następnych tygodniach. Wyniki symulacji za pomocą Bio.Diaspory mówiły, że zarazek będzie się przemieszczał się błyskawicznie, korzystając z komunikacji lotniczej. Rzeczywiście podróż dookoła świata odbył w mniej niż 80 dni. Dwa tygodnie od zidentyfikowania pierwszego przypadku w USA był już w Nowej Zelandii, Izraelu i kilku krajach europejskich. Po miesiącu mapa jego odwiedzin obejmowała 76 krajów. – Ekspansja tego mikroba uświadomiła nam, że dzięki samolotom groźne zarazki mogą w ciągu paru dni dotrzeć na drugi koniec globu. A kiedy już przenikną przez lotniskowy kordon sanitarny, łatwo jest stracić nad nimi kontrolę, szczególnie w dużych skupiskach ludności – mówi Khan.

Sprawa jest aktualna także dziś. Rozprzestrzeniania epidemiologicznego zła nie powstrzyma nawet mróz, którego w Soczi nie ma, ponieważ mamy pierwsze na świecie zimowo-letnie igrzyska olimpijskie. Najbardziej cieszą się z tego wirusy i bakterie na całym świecie. Ciekawe, ile z nich przyleciało, przyjechało i przypłynęło do Rosji. Bez zaproszenia.

Na podstawie: Hołdys A. (2012). Kibice, pielgrzymi i ich mikroby, „Next – magazyn przyszłości” 8/2012; (także: Zagrożenie epidemią? Zarazki też lecą na igrzyska, wyborcza.biz, 06.08.2012)

Zwykły wpis
PUBLIKACJE

Consumer response to promotional pricing of urban tourism product: The case of Poznań (Poland) [publikacja]

Piotr Zmyślony

Abstract: The paper refers to consumer involvement in unusual promotional activities, which are simultaneous 50% price cuts of basic tourism services in the city. The aim of the paper is to estimate how long promotional pricing in the form of a marketing event organized once a year can produce positive consumer response and therefore can be considered as an effective marketing tool. A survey among consumers and organisations involved in the event has been carried out since the very first edition and has been repeated using the same methodology. The findings show that consumers reactions to promotional pricing and thus the effectiveness of this marketing tool decreases after the third event edition. Moreover, despite the growing number of the services sold up to the third edition the share of visitors in consumer structure fluctuates with a decreasing tendency.

Keywords: promotional pricing, place marketing, consumer behaviour, cities, Poland

Zmyślony P. (2012). Consumer response to promotional pricing of urban tourism product: The case of Poznań (Poland), „Actual Problems of Economics”, 2(7), 84-93.

Zwykły wpis